Nie da się ukryć, że czas pędzi jak szalony. BOB tej wiosny obchodzi szóste już urodziny!…

Przez te wszystkie lata ewoluował na całego a ja – na sukcesach i na błędach – uczyłem się, jak zagospodarować tę absurdalnie małą powierzchnię. BOB 2020 to produkt finalny i chyba kompletny. Zawsze można coś poprawić albo usprawnić. Ale tym razem chyba już nie potrzeba. Pracę nad przygotowaniem BOBa 2020 ruszyły w końcu lutego. Największym problemem okazała się ekstremalnie mała powierzchnia, czyli… 1 metr kwadratowy. Tutaj bowiem ustawienie trzech większych doniczek ogranicza praktycznie możliwości jakiejkolwiek kreatywności. Trzeba było zatem zaaranżować powierzchnię tak, aby zmieściło się w BOBie jak najwięcej gatunków kwiatów, krzewów i drzew!  Tak tak! od ub. roku na balkonie rezyduje dorodna, blisko 2-metrowwej wysokości brzoza brodawkowata „Magic Globe”…

O ile zagospodarowanie barierek balkonu skrzynkami kwiatowymi nie sprawia większych problemów, o tyle postawienie kwiatów na ziemi powoduje już pewne niedogodności. Wśród nich najważniejszą jest znacznie mniejszy dostęp światła do roślin (choć z drugiej strony są lepiej odsłonięte od wiatrów hulających czasem całkiem ostro na 6 piętrze). W tym roku pojawiły się zatem „półki”. Do ich stworzenia posłużyły drewniane skrzynki oraz deski. To dało co najmniej dwie korzyści. Po pierwsze rośliny stoją wyżej i mają lepszy dostęp do światła a po drugie pod półkami i we wnętrzach skrzynek pojawiła się przestrzeń na torby z ziemią, keramzyt czy narzędzie. Przestrzeń, której poprzednio po prostu nie było. BOB AD 2020 zaczął zapełniać się kwiatami już na początku kwietnia. Pojawiły się m.in. bratki, prymulki, żonkile oraz kilka sadzonek mięty (jedna mięta pieprzowa w doniczce przetrwała ostatnią zimę bez szwanku i pięknie odbiła w ostatnich tygodniach).

Nie wysadzaliśmy ich (poza bratkami) do większych doniczek, gdyż traktowane są jako „rośliny chwilowe”. W drugim rzucie miejsce prymulek i żonkili zajęły pelargonie, niezapominajki oraz komarzyce (Plectranthus coleoides), pojawił się w doniczce „na półce” mały krzew pierisa japońskiego (odmiana „Prelude”) oraz krzew maliny na pniu, kupiony od prywatnego hodowcy pod Halą Mirowską. W trzecim etapie (w ostatnich dniach kwietnia) BOB wzbogacił się o hortensję na pniu „Vanille Fraise”, małą sadzonkę hortensji dębolistnej „Burgundy”, bajecznie pachnące surfinie i afrykańskie stokrotki (Osteospermum). Dziś natomiast na balkonie pojawiła się wyhodowania z nasion kobea. Ale to nie wszystko! Niebawem dołączy do niej Clematis (wciąż zastanawiamy się na odmianą), który zasiedli drewnianą kratkę do pnącz. Obowiązkowo musi znaleźć się miejsce dla miniaturowej róży oraz uwielbianej przez nas sanwitalii. Lada dzień pojawi się także poidełko dla ptaków (dla owadów już jest). To szczególnie ważne przy tak gorących i suchych latach, jak ostatnie!

Szaleństwo? Absolutnie nie. Kochamy rośliny i nie zamierzamy się ich pozbawiać tylko dlatego, że nie dysponujemy ogrodem czy działką. Potrzeba było jedynie więcej logistyki i wiary w to, że projekt z gatunku „Mission Impossible” na powierzchni metra kwadratowego się powiedzie…

 

[ngg src=”galleries” ids=”5″ display=”basic_thumbnail” thumbnail_crop=”0″ ngg_proofing_display=”0″] 

  

Przewiń do góry